24 października 2004

# 72

[Praca na dziennikarstwo - opisz wydarzenie, które cię poruszyło]

Żyjąc w takiej dziwnej rzeczywistości jak nasza, w której przepływ informacji jest błyskawiczny i będąc na bieżąco z co ważniejszymi wydarzeniami, choćby dzięki internetowi, trudno opisać jakieś wstrząsające wydarzenie, podobnie jak emerytce trudno zdecydować się, na którym siedzeniu ma usiąść, jeśli tramwaj jest pusty. Mając taki wachlarz możliwości, jestem w identyczny sposób zdezorientowana. Nie wiem czy bardziej porusza mnie dramat w Biesłanie, czy fakt, że codzienne niusy o kolejnych ściętych głowach spowszechniały mi już tak bardzo, że nawet ich nie czytam.

Większe emocje budzą we mnie przedwyborcze sondaże w Stanach Zjednoczonych, w których niestety prowadzi Bush, bo aż mi się wierzyć nie chce, że po tym, jak wywołał wojnę pod jakimś śmiesznym pretekstem i nikt nie miał odwagi zdecydowanie się jej przeciwstawić, wojnę w której dla ropy i prywatnych interesów zginęło tylu niewinnych ludzi, tyle dzieci straciło domy i rodziny – nie mieści mi się w głowie, że w tej „amerykanckiej” rzeczywistości znalazło się tylu ludzi, którzy znów gotowi są poprzeć faceta, który w tak oczywisty, że aż bezczelny sposób wykorzystuje najwyższy urząd w państwie, żeby wzbogacić swoje i swoich przyjaciół konta bankowe o kilka dodatkowych zer. Jak widać fakt, że wszystkie argumenty, dla których obrócił Irak w proch, mimo iż zostały już po kilka razy obalone, nie jest wystarczający do tego, żeby synek swojego tatusia przestał bawić się w polityka.

Co jeszcze mnie irytuje, denerwuje, co mną wstrząsa? Sama nie wiem, może ustawa antyaborcyjna, może zabieranie w tej sprawie głosu przez kler, który ma jak widać niesamowite doświadczenie w zakresie macierzyństwa i rodziny, a może to, że potem u tych świątobliwych mężów policja znajduje poniewierające się na dyskach ich komputerów zdjęcia z dziewięcioletnimi dziewczynkami, uprawiającymi seks? Denerwuje mnie fakt, że księża mają komputery – po co im takie dobra materialne? Tym żyjącym w cnocie i ubóstwie, skromnym posłańcom Słowa Bożego, którzy tylko czasem wstąpią sobie do kasyna, agencji towarzyskiej czy wezmą udział w jakiejś homoseksualnej orgietce.

Co mną wstrząsnęło ostatnio? Kulisy działań mafii paliwowej, które ujawnili dziennikarze TVNu – począwszy od szczecińskiej firmy BGM, która jest źródłem całej afery, poprzez przedsiębiorstwa rozsiane po terenie całego kraju, na wysokich urzędnikach i pracownikach ABW kończąc. Agnecja Bezpieczeństwa Wewnętrznego?? Jak mam się czuć bezpiecznie w kraju, w którym pracownicy tejże agencji zapewniają ochronę przestępcom???

Jak się zarabia na handlu lewym paliwem? Trzeba kupić olej opałowy (dzisiejsza cena wg PKN Orlen wynosi 1,75 zł), odbarwić go tak, żeby oszukać atesty i sprzedać jako olej napędowy (dzisiejsza cena wg PKN Orlen to 2,76 zł). Na 10.000 litrów sprzedanego „lewego” paliwa zysk jest oczywisty, przy czym 10.000 litrów to naprawdę niewiele. Średnio dobrze prosperujące firmy, które zajmują się sprzedażą hurtową, sprzedają dziennie po 30.000 litrów. To są zyski, które można określić jako efekty uboczne całego przemysłu paliwowego, bo prawdziwe pieniądze są oczywiście na kontach ważniejszych osób, które zarządzają naprawdę dużymi firmami.

Taką firmą właśnie był szczeciński BGM, którego dwaj dyrektorzy są obecnie w więzieniu. Arkadiusz Grochulski jest trzecim z nich, wysłano za nim list gończy, w tajemniczych okolicznościach zawsze udawało mu się uciec policji, która ścigała go po całej Europie. Zastanawiające, jak udało się dotrzeć do niego dwóm dziennikarzom. Grochulski, jak sam twierdzi, posiada informacje, które mogą spowodować prawdziwy zwrot w aferze orlenowskiej; informacje te są jednak nie na rękę pracownikom ABW, którzy byli przez BGM opłacani. Grochulski rząda listu żelaznego, by mógł przyjechać do Polski i zeznawać. Nie rozumiem, jak nasze władze mogą dopuszczać do sytuacji, kiedy kolokwialnie rzecz ujmując - facet chce im pomóc, ale oni tej pomocy nie chcą. Boją się, bo mogłyby posypać się głowy i to jest śmieszne – że nikt nic nie zrobi, że organizowano zamachy na życie Grochulskiego, a jedyny argument ABW to to, że agencja nie pozwoli sobie na pertraktacje z przestępcą. No panowie, czasem trzeba, chyba że ma się coś do stracenia.

Przykre jest to, że najczęściej jedyną ambicją tych, którzy mają pieniądze, jest pragnienie ich ciągłego mnożenia. Uwikłani w układy, w których rządzi tylko kasa, kasa i kasa, przestają myśleć racjonalnie. Nie potrafią trzeźwo ocenić sytuacji – patrzą przez pryzmat sieci, w którą zaplątani są razem z osobami do siebie podobnymi. A kto sprawuje władzę, jeśli nie ci, którzy mają pieniądze. Może to jakieś utopijne wszystko... Nie wiem ile zarabia pracownik ABW, ale wydaje mi się, że z pewnością więcej niż jakiś iracki pasterz owiec, który ma siedmioro dzieci. I tak sobie myślę, że za swoją pensję pewnie żyje się takiemu agentowi całkiem nieźle, tylko że niektórym to nie wystarcza, więc jasne – czemu by nie przyjąć premii od „znajomego” z paliwowej firmy, wystarczy mu tylko powiedzieć, kiedy wpadnie do niego Centralne Biuro Śledcze, żeby zdążył uciec czy zrobić porządek w księgowości. A taki iracki pasterz kogo obchodzi.

Brak komentarzy: